Nie dopuszczam myśli, że mogę być zdrowa psychicznie
Blog > Komentarze do wpisu

Przed złotym deszczem parasol chroni mnie.

Dnia wczorajszego o poranku miałam wyznaczone zadanie: zebrać efekty uprzedniowieczornego spożycia arbuza do stosownego pojemniczka (to jest podetknąć tenże pojemniczek pod poranny strumień) w celu przekazania tegoż do badań laboratoryjnych. Ku mojej irytacji zamyśliłam się jednak otchłannie i popadłam w bezdenny stupor poranny, zasiadając na wiadomym miejscu, skutkiem czego straciłam cały nocny urobek. W związku z tym dzisiejszego poranka ponownie przystąpiłam do zbieractwa, spieszę donieść, że z sukcesem. Niestety, gdy udałam się już do Spółdzielni Pracy Lekarzy Specjalistów i w laboratorium usiłowałam przekazać cenny, jeszcze ciepły materiał laborantce, ogólne poranne pomięszanie, jakże charakterystyczne dla mojego temperamentu i usposobienia, sprawiło, że rozlałam mocz. Nie bójmy się tego określenia. Rozlałam rzeczony mocz, na szczęście trajektoria nie była szczególnie rażąca. Laborantka nie zawahała się okazać swojej irytacji (składam ją na karb przemęczenia po całym tygodniu pracy). Nasuwa mi się jednak szereg pytań podniesionych kiedyś przez Rolanda Topora: co laboranci robią z pozostałościami próbek moczu? Dlaczego nie oddają ich nam, pacjentom? Jakie tajne procedury na nich wykonują? Kronikarska dociekliwość każe mi to sprawdzić. Planuję dziś wieczorem włamanie na tyły Spółdzielni Pracy Lekarzy Specjalistów, aby wyjaśnić tę kwestię raz na zawsze. Trzymajcie za mnie kciuki.

piątek, 18 czerwca 2010, suisan

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: