|
Nie dopuszczam myśli, że mogę być zdrowa psychicznie
Blog > Komentarze do wpisu
Może troszkę kultury, do cholery.Człowiek chodzi w tym pięknym szczecińskim mieście do różnych miejsc. Czasem, żeby wychylić sztamperliczka. Czasem (rzadziej), żeby poklachać z przyjaciółmi bezprocentowo (ostatnio jakoś zwykle kończy się na domówkach, ale wiecie, jeszcze wczoraj wszyscy byliśmy młodzi). Czasem powłóczyć się po ulicach i cmentarzach z aparatem. Zdarza się także, tu i ówdzie, wydarzenie takie więcej kulturalne (o, dziś na przykład nie udało się Waszej rozkosznej autorce dostać biletów na Lao Che, niech po trzykroć przeklęty będzie mój boski, acz roztargniony umysł). Wydarzenie kulturalne, powiadam (choć często i tak, ponownie, kończy się na gamzaniu z przyjaciółmi, a sztuka bezsilnie wisi na ścianach i krzyczy tu jestem, a swoją drogą, dlaczego ja tak rozmiłowana jestem w nawiasach, moje Wy duszyczki?). Do czego to ja zmierzałam? Ano do tego, że czasem człowiek trafi lepiej, a czasem z rozmachem dostanie „sztuką” w wyjściowo umalowany mazak. I nie da rady się przed tym ustrzec, choćbyś wszędzie nosił ze sobą lusterka od roweru.
Spotkałyśmy się dzisiaj w Dolinie Siedmiu Młynów (Sieben Młynen Dolinen, to z niemieckiego) z moją duchową siostrą Sylą (od dawna podejrzewamy, że nasze matki, Barbarydra i Ninka, to klony tego samego, wspaniałego i potężnego Organizmu). Celem naszym było odbycie przyjemnego, wiośnianego spaceru wśród stawów i lasów. Oplotkowałyśmy nasze rodziny i przyjaciół, kto z kim, a ty wiesz, że oni znowu są razem, a tamci się rozeszli, ja wiedziałam, od dawna się szykowało, no przecież jak ona go traktowała, taaaa, a on ją to niby lepiej. Ptaki pitoliły z ożywieniem, a my ze znawstwem starych plotkarek. I tak nam się zgadało o wydarzeniach kulturalnych mijającego weekendu, który, o dziwo, spędziłyśmy osobno.
Syla, będąc wysokiej rangi i wzrostu artystką, została zaproszona na wieczorek poetycki (tja, wiem), zorganizowany przez Hołubionego Szczecińskiego Artystę, Mającego Problemy z Trzymaniem Pionu w Sytuacjach Codziennych i Od Czapy. Na czytanie Dzieła się (całkowicie purnonsensowo) spóźniła. Po czytaniu Dzieła nastąpić miała część towarzyska, która okazała się nieprawdopodobnym wręcz ochlajem, uskutecznianym przez panów artystów i oficjeli szczecińskich w wieku iście balzakowskim, z charakterystycznym dla mężczyzn w tym wieku alkoholowym sznytem (pełnym jednocześnie rewerencji, uwielbienia dla wdzięków kobiecych, a jednocześnie chamstwa i potu na klejących łapach). Syla była tak oczarowana ich atencją, tak uwiedziona ich pełnym wyziewów czarem, że wyszła, odprowadzana chóralnym wyciem.
Ja natomiast trafiłam z przyjaciółmi na Wernisaż o Bardzo Mądrym Tytule. Wernisaż obejmował prace Młodego Artysty, i o ile zdjęcia były jeszcze spokąsik, to opisy tychże wzbudzały w sercu mym szaloną wesołość swoim zadęciem i śmiertelną powagą. W związku z powyższym i w pełnym porozumieniu duchowym z moimi przyjaciółmi, czym prędzej zasiedliśmy na kanapach i oddaliśmy się spożyciu, a Dzieła wisiały, pochlipując, na ścianach. Podczas konsumpcji oplotkowaliśmy przyjaciół i rodziny, wpadliśmy na kilka znakomitych pomysłów biznesowych (na przykład kawiarnia o ścianach w pastelach, w tle nijaki soft jazz, na ścianach nijakie, blade akwarele, kawa jak z Coffee Heaven, ze sztywną jak po viagrze pianą, którą można sobie rozkwasić nos przy przechylaniu kubka, no ale trendy jest, nieprawdaż, a nazwa tego przybytku brzmiałaby Mordorium) i ruszyliśmy tradycyjnie na balecik do Szmaty.
A w Szmacie wiadomo. No i wychodzi na to, że puenta mi umknęła. Puenty więc nie będzie. Na flaki Thora.
niedziela, 06 marca 2011, suisan
TrackBack
Komentarze
suisan
2011/03/07 13:09:54
Syla kazała dodać, że ona też po srogim wieczorku poetyckim wylądowała w Szmacie.
Gość: Barak, cnv9.neoplus.adsl.tpnet.pl
2011/03/07 22:14:42
Niegrzeczne z Was dziewczynki. Chciałoby się zakrzyczeć "gdzie panny chadzają" ale ...no też nie mam puenty;-)
2011/03/07 23:43:09
Odrobina wysiłku, czuły masaż skroni szczotką ryżową i na pewno dasz radę.
|
|