Nie dopuszczam myśli, że mogę być zdrowa psychicznie
Blog > Komentarze do wpisu

Odplączcie ze mnie tę przyrodę.

Targana sentymentem, oglądałam wczoraj Pocahontas (a blast from the past, nie do wiary, znam na pamięć całą ścieżkę dźwiękową) i teraz, moi Drodzy Czytelnicy, muszę Wam wyznać, że the rainstorm and the river are my brothers, a z kolei the heron and the otter are my friends. Pragnę biec przez ukryte sosnowe szlaki i próbować słonecznie słodkich jagód tej wspaniałej ziemi, albowiem film ten jest straszliwie proekolo.  A poza tym Pocahontas jest przecudnie wprost narysowana, kto posiadający żeńskie cechy płciowe nie chciałby wyglądać tak jak ona? Dumna pierś, czarny włos, ciemne oko.... Hej, momencik, czy ja przypadkiem nie opisuję siebie? Oczywiście w porównaniu z prawdą historyczną film jest rozkosznie sielankowy, ale ponieważ chcę usłyszeć głosy gór, malować kolorami wiatru i jestem ufna z natury, to kupuję to wszystko bez zastrzeżeń.

Przeokrutnie mnie ciągnie do lasu. Jedną z ukochanych książek mojego dzieciństwa była Ronja, córka zbójnika. O mamusiu, jak ja zazdrościłam tej małej, kudłatej szczocie! Kąpała się w jeziorach, piła kozie mleko ze skórzanego bukłaka, miała tatę zbójnika! Rozmawiała z Pupiszonkami (to znaczy wpadła im nogą do jamki, ale i tak to lepsze niż wystawa psów rasowych).  Polowały na nią Wietrzydła, Mgłowce i Szaruchy! Wygrzewała się na głazach jak nieletnia jaszczurka! A wieczorami wracała do starego zamku, do zbójników, przed wielki kominek, a matka na dobranoc śpiewała jej Pieśń Wilków.

Oczywiście nikt nawet słowem nie zająknie się o dalszym ciągu. Astrid litościwym milczeniem pominęła fakt, że Ronja później żyła na kocią łapę z Birkiem, koleżką, który przedtem był jej bratem (dude that’s sick), urodziła dwunastkę bachorów (antykoncepcja naonczas niedomagała), w  wieku dwudziestu lat dopadł ją reumatyzm, lumbago i zaczęło ją wykręcać (przeciągi, wilgoć, niezbilansowana dieta), jak miała trzydziestkę to w ogóle już nie wychodziła z zamku, Birk zaczął ją zdradzać z jakimiś harlotami z nieodległej wsi, bo ciągle pyskowała i jakaś taka wykoślawiona była, bachory okazały się raczej rozpieszczone, leniwe i zdegenerowane, w końcu rozkradły ojcowiznę i wszystko przechlały, a do lasu wjechał developer i zaczął stawiać osiedle szeregowców „Wilgotna Dolinka”.  Smutne i okrutne.

Z drugiej strony wypłakuję ja Wam tutaj tako rzeke, że dzika przyroda mniam, a cywilizacja ble, ale pokusiłam się, proszę ja Was, o takie ćwiczenie mentalne, i wyobraziłam sobie, że żyję w świecie jak z Jestem legendą Richarda Mathesona. To znaczy opuszczone miasta, ludzkość trzyma się nietęgo, przyroda z powrotem zagarnia to, co kiedyś do niej należało. Nie ma prądu, nie ma komunikacji, nie ma, jezusmario, Internetu. Asfalt pęka i wypuszcza korzenie, plac Grunwaldzki zarastają młode drzewa i chwasty. Wiewiórki z Cmentarza Centralnego opanowują cały Szczecin i nikt już nie dba o trawniki na Jasnych Błoniach.  I, proszę ja Was, ogarnął mię przerażenia dreszcz i grozy delirka zatrzęsła mą osobą. Jak ja bym to wytrzymała, skoro sikam ze strachu, kiedy do mieszkania wpada mi jeden z tych wielkich, obrzydliwych komarów i nie spuszczam z niego wybałuszonego wzroku, dopóki Pasztecik go nie upoluje? Skoro na myśl o nietoperzu najchętniej prewencyjnie ścięłabym moje długaśne włosy? Skoro w życiu nie znalazłam grzyba, jadalnego ani żadnego innego? Skoro czuję się zagrożona przez pająki i łabędzie (wiem, to dziwne połączenie, ale pająki są syfiaste i mają złe zamiary, a łabędzie mnie kiedyś zaatakowały i poszczypały, kiedy sobie ot tak, dla zabawy, zasyczałam w ich kierunku). Skoro na wycieczkę po lesie zakładam spodnie do pół łydki, a potem stoję w morzu pokrzyw, psykam, mówię ałć i ani w te ani wewte? Skoro lewą nogą jestem w stanie wdepnąć w bagno, a prawą jednocześnie wykręcić sobie na kamyczku? Ja się zupełnie do natury nie nadaję, ale to zupełnie. Natura by mnie zżarła pierwszego dnia.

Ale za to byłoby romantycznie że ja cię sunę.

 

piątek, 27 maja 2011, suisan

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu:
Komentarze
2011/05/27 15:10:34
Niestety brutalnie mówiąc w czasach Pocahontas nie było na różowo jak przedstawione jest w filmie.

Ale plusem jest teraz że możesz zdjąć buty i pobiegać na boso po łące, wśród sosnowych drzew oczywiście będzie to mniej więcej slalom omijając wszystkie śmieci w lesie...
-
2011/05/27 15:42:00
Spuśćmy także miłosiernie zasłonę milczenia na produkty wydalania zwierząt domowych oraz produkty przemysłu oponiarsko-lateksiarskiego.
Tak naprawdę to walić ten las, ja chciałam być córką zbójnika, otoczoną estymą współprzestępców. Grozę chciałam wzbudzać w sercach maluczkich, o.
-
2011/05/27 21:34:02
Więc chciałbym być Meżem takiej rozbójniczki jak ty
-
2011/05/27 23:34:01
Głęboko w mym sercu rozważyłam opcję zamążpójścia, jednak wydaje mi się, że zostawszy zbójcerką, poświęciłabym się w pełni karierze. Nie sądzę, aby ten fach pozwalał na jakiekolwiek kompromisy. Jednakże wdzięcznam za okazane mi względy.
-
2011/05/28 15:16:53
Byłbym bardziej skłonny pokochać twój zwariowany umysł??
-
Gość: Anna Rusnok, ovi114.internetdsl.tpnet.pl
2011/05/30 10:48:23
Całkowicie rozumiem to rozdarcie. Że z jednej strony - do lasu! a z drugiej niechęć do niewygód, że nie wspomnę o pająkach, do których mam podobny stosunek, jak Ty. Ale z drugiej znowuż strony do lasu ciągnie...
Jakbyś więc, jednakowoż, chciała potrenować sobie egzystencję w takim pejzażu neopierwotnie-naturalnym, to polecam na przykład Kozubnik w Beskidzie Żywieckim, o tak wygląda
blog.jedzok.com/?p=2954
... a muszę powiedzieć, że byłam tam jakoś w roku 1981 i wtedy ta cała okolica wydała mi się właśnie przerażająca, uważam, że teraz jest dużo lepiej.
-
2011/05/30 11:58:05
Aj, co za piękne miejsce. Urban exploration to w ogóle supersprawa. Nie mogę uwierzyć, że przejeżdżałam dziesiątki razy w tamtych okolicach i nie miałam pojęcia o tym miejscu. BUT NOW I KNOW.
-
Gość: Anna Rusnok, ovi114.internetdsl.tpnet.pl
2011/05/30 13:38:30
Klaustyno.
Że też wcześniej na to nie wpadłam! Ona, ta przyroda, jakże piękna i straszna i dzika okrutnie nie jest Ci (być może) potrzebna w postaci surowej (in crudo), lecz przetworzonej, najlepiej artystycznie (bo trochę kultury jeszcze nikogo nie zabiło, prawda?). Może więc mogłabyś na przykład zajrzeć na stronkę J. Rusnoka, a nawet zaprzyjaźnić się z jakimś obrazem?
www.rusnok.jasky.pl/rusnok/
(zbieżność nazwisk nie jest w żadnym wypadku przypadkowa, kumoterstwo, nepotyzm i co tam jeszcze uprawiam z pełną premedytacją, gdyż są one w tym przypadku jedynie słuszna opcją).
P. S.: Przepraszam, może jestem zbyt namolna, ale przejęłam się tym tytułem (wiem, wiem, że to taka figura retoryczna), żeby odplątać, a przy tym jakoś te strony piękne szczecińsko-stargardzkie są mi bliskie przez wspomnianego wyżej wraz z rodziną.
-
2011/05/31 21:18:55
Bardzo, bardzo, bardzo mi się podobają te zamglenia. :)
-
Gość: Anna Rusnok, ovi114.internetdsl.tpnet.pl
2011/06/01 10:26:24
Tak myślałam, że może Ci się tam spodoba :)
-
Gość: Emi, staticline58705.toya.net.pl
2011/08/09 15:00:44
czekam na kolejny wpis, czekam, i co? ;/ Weno się, Klaus, do roboty, ok? :)