Nie dopuszczam myśli, że mogę być zdrowa psychicznie
Blog > Komentarze do wpisu

Wilki jakieś

Moi rodzice, Barbadrynda i Kosmita, mieszkają w przeogromnym mieszkaniu mieszczącym się w ponad stuletniej kamienicy, w samym centrum pięknego miasta Szczecin. Po latach brakoróbstwa, demolki i użerania się z sąsiadami zawiązała się tam wspólnota mieszkaniowa, którą jako szara eminencja zawiaduje mój Papa, zasiadający w zarządzie tejże. Kosmita jest fixerem z natury, postanowił więc, za zgodą wspólnoty, zatrudnić fachowców do remontu klatki schodowej w celu wydobycia jej ukrytego dziewiętnastowiecznego uroku. Wcześniej udało mu się przepchnąć remont fasady i balkonów i obecnie budynek świeci przechodniom nadobnym liczkiem.

Taki jest punkt wyjścia całej afery.

Kilku sąsiadom nie podobają się działania Kosmity, ponieważ kazał on posprzątać strych z rupieci, doprowadzić piwnicę do jako takiego ładu, a co najważniejsze, remont klatki schodowej obejmuje także przeniesienie na nią liczników z mieszkań. Oznacza to, że mieszkający na górze, silnie patologią społeczną ogarnięci sąsiedzi, nie będą już mogli jumać prądu i manipulować przy licznikach. Określają więc mojego Papę wdzięcznym przydomkiem „Boss” i piszą na niego donosy. Jednak mimo ich wysiłków remont klatki schodowej jest w rozkwicie.

Takie jest tło afery.

Dnia dzisiejszego moi rodzice wydawali kolację dla przyjaciół. Oznaczało to oczywiście mój kulinarny udział, ponieważ Barbelli jakimś sprytnym sposobem zawsze udaje się na mnie scedować obowiązek wykarmienia gości. Przybyłam więc, ugotowałam i, co tu kryć, zwyciężyłam. Jedzonko było przednie, towarzystwo boskie, lecz po dwóch godzinach konsumpcji i pogaduszek byłam zmuszona udać się do domu.

Taki jest wątek poboczny całej afery, który następnie płynnie połączył się z wątkiem głównym.

Wychodząc z mieszkania rodziców, sokolim mym okiem zaobserwowałam sąsiada z wyższego piętra, jak rącza łania spierdzielającego na górę. Sąsiad ów, pan D. jest leczonym psychiatrycznie, acz bynajmniej nie wyleczonym alkoholikiem i ciężkim psycholem, który kiedyś w pijanym widzie pozwolił sobie odkręcić główny zawór gazowy w kamienicy. Naonczas komisyjnie odebrano mu klucze od piwnicy.

Zarejestrowałam kątem oka i umysłu, że znikający na półpiętrze pan D. wygląda na nieco spłoszonego. Natychmiast wyleciało mi to z głowy. I jeszcze szybciej do niej wróciło, kiedy przy chwytaniu za gałkę drzwi od strony zewnętrznej celem ich zamknięcia dłoń moja biała spotkała się z zaskoczeniem i zaprawą murarską. Tak, Czytelniku. Gałka była dokumentnie usmarowana świeżutką zaprawą murarską. Bliższa inspekcja pozwoliła mi ustalić, że oba zamki w drzwiach takoż. Oraz oba przyciski dzwonków. Jak również zamki w drzwiczkach nowych skrzynek licznikowych.

Umysł mój lotny błyskawicznie połączył fakty, mianowicie niewątpliwą obecność zaprawy wszędzie oraz dziki kłus Sąsiada Popaprańca na górę. Ponieważ nie mogłam skorzystać z dzwonka ani użyć moich kluczy, połączyłam się z Kosmitą telefonicznie. Dołączył do mnie na klatce schodowej, a ja dokonałam prezentacji oraz poinformowałam go o kiełkującym w mojej duszy przeświadczeniu co do osoby sprawcy. Ten właśnie moment sprawca wybrał sobie na Wielką Ucieczkę. Z łomotem zleciał po schodach z góry, niosąc ufajdane wiadro po farbie (exhibit 1), jakieś szpatułki i kielnie (exhibit 2) oraz swoje własne, wyjątkowo usmarowane zaprawą łapska (exhibit 3), roztaczając przy tym czarowną woń alkoholu oraz rozciągniętych w czasie zaniechań higienicznych. Kosmita dokonał próby werbalnego zatrzymania pana D., który jednak puścił te wezwania mimo uszu i rozpłynął się w ciemnościach wieczoru. Kosmicie zalatała powieka, zagrały mięśnie szczęki, stwierdził „ja tego skurwiela chyba rozniosę”, a ja, wiedziona impulsem, udałam się w pogoń za psychopatą. Jednakowoż, gdy wypadłam z klatki schodowej, dokonałam kolejnego odkrycia. Otóż niedawno zainstalowany domofon był calutki zapaćkany czym? Ależ tak, zgadłeś, Czytelniku, zaprawą murarską.

Ponieważ zatrzasnęły się za mną drzwi, ponownie wykonałam telefon do Kosmity, który zszedł na dół i je otworzył. Tknięta przeczuciem, poszłam obejrzeć domofon od strony ulicy. Zgadłeś już, Czytelniku? No właśnie. Ponadto pan D. wyrwał z podłogi świeżo położone płytki (to właśnie spod nich, przedsiębiorczy robaczek, pozyskał zaprawę).  Papa mój, człowiek krewki i władczy, uznał, że tego już za wiele i zawezwał policję. Jak zwykle niezawodna i przytomna w stresie, sumiennie obfotografowałam wszystkie zniszczenia moim telefonem, a Kosmita, czekając na przyjazd policji, usuwał zaprawę z zamków w drzwiach. Barbikla z rumieńczykiem emocji wspierała go emocjonalnie.

Aby podzielić się wzburzeniem, Papa mój zawezwał na klatkę schodową drugiego sąsiada, któren to sąsiad od wszelkich patologii jest daleki i we wszystkich sprawach tworzy silny front z Kosmitą. Sąsiad, Adaś, przytomnie zauważył, że pan D. z całą pewnością schronił się w mieszkaniu teścia swojego syna (what? what?) , sto metrów dalej. Kosmita wyprostował się jak dźgnięty ostrogą i rzucił krótkie męskie „idziemy”. I poszli. Wrócili po pięciu minutach, ciągnąc za sobą nadźganego jak stodoła pana D. Ten godnie, acz chwiejnie udał się do swojego mieszkania na drugim piętrze. Chwilę potem zjawili się przedstawiciele władzy, spisali mnie, spisali Papę i ciężkim krokiem udali się do meliny pana D. Tamże próbowali nakłonić do wypowiedzi równie niespionizowaną panią D., która dzieli z małżonkiem łoże, stół oraz namiętność do alkoholu. Pan D. usiłował się stawiać, więc go zręcznie skuli i przy akompaniamencie pogróżek i powarkiwań Obłąkanego Sąsiada sprowadzili go na dół, do radiowozu. Na mijance, gdzie stałam, z satysfakcję splatając ramiona na klacie, pan D. przeszył mnie morderczym spojrzeniem. It’s on, fucker.

Jutro w charakterze świadka udaję się na policję celem złożenia zeznań.

Spieszę donieść, że zamek, domofony i dzwonki udało się doprowadzić do stanu używalności.

Goście moich rodziców byli wprost zachwyceni nieoczekiwaną rozrywką.

Piątki mają coś w sobie, czego nie mają inne dni tygodnia. Niektórzy ludzie nieprzyjemnie nas zaskakują. Zaprawa w zamku, nieusunięta niezwłocznie, skutkuje koniecznością wymiany rzeczonego zamka (wszystkie cytaty: Paulo Coelho).

 

sobota, 19 listopada 2011, suisan

TrackBack
TrackBack w tym blogu jest moderowany. TrackBack URL do wpisu: